Opieka nad uczniami w czasie zajęć i dyżurów. Znajdziesz tu aktualne porady ekspertów związane z opieką nad uczniami podczas zajęć w szkole czy np. ferii letnich czy zimowych. Dowiesz się m.in. kto odpowiada za bezpieczeństwo ucznia przebywającego na terenie szkoły po zakończeniu lekcji, kto może odbierać dziecko ze świetlicy
Jak dyscyplinować. Czuwać nad tym, co robią uczniowie – obserwować ich zachowania, wpływać na nich tak, by nie zakłócali przebiegu lekcji. Rozwijać w sobie umiejętności radzenia sobie z uczniami sprawiającymi trudności – panowanie nad własnymi emocjami, słuchanie uczniów, używanie języka bez przemocy, stanowcze (ale bez
Dziecko z alergią i astmą może mieć trudniej w szkole. Iwona Kazimierska. opublikowano: 26-08-2013, 13:47. Alergia i astma to choroby, które mogą wpływać na funkcjonowanie dziecka w szkole – przekonują naukowcy z Lublina, autorzy nowego poradnika „Dziecko z astmą w rodzinie i szkole”. Przewlekłe choroby, jakimi są astma i
otwartej, szczerej komunikacji w sprawach dotyczących problemów dziecka w szkole i rodzinie; obiektywnego ukazywania przez rodziców sytuacji dziecka w domu oraz pro- blemów szkolnych sygnalizowanych przez dziecko, świadomości, że informacje przekazywane przez dziecko o wydarzeniach, które miały miejsce w szkole, są często subiektywne;
W brzuchu ucznia. Beata Alukiewicz. 13 września 2007, 8:00 1. Trzecioklasista Adrian Zwoliński wie, że dla ucznia najważniejszym posiłkiem jest śniadanie
W czasie godziny wychowawczej powinny odbyć się rozmowy i omówienie problemu. Dyrekcja powinna również angażować się sprawę, by sytuacja nie zaogniła się i by nie została nagłośniona w całej szkole, co mogłoby spowodować dla szykanowanego dziecka jeszcze większą traumę.
Nie bagatelizuj tego, co mówi dziecko. Rozmawiaj i wspieraj. Nie rób nic bez zgody dziecka. Spotkaj się z nauczycielem i dyrekcją szkoły. Poszukaj wsparcia psychologa. Przeciwdziałaj podobnym sytuacjom. Uważnie obserwuj. Agresja w szkole – rola nauczyciela. Profilaktyka przeciw agresji w szkole.
O niespełnianiu obowiązku szkolnego lub obowiązku nauki jest mowa, gdy w okresie jednego miesiąca szkoła odnotowuje co najmniej 50 proc. nieusprawiedliwionych nieobecności w szkole. Nierealizowanie obowiązku szkolnego może wiązać się z karami dla rodziców/opiekunów dziecka. Najpierw jednak wkracza szkoła.
Wypadek w szkole, przedszkolu - zasady postępowania, obowiązki dyrektora, wymagane dokumenty. Share. Watch on. Dowiedz się, jak prawidłowo postępować po wypadku w przedszkolu lub szkole. Procedura krok po kroku 0d udzielenia pierwszej pomocy, przez powołanie zespołu powypadkowego, aż po sporządzenie protokołu powypadkowego.
Rodzice 2-latka, który się utopił, zostali skazani na pół roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata za niedopilnowanie dziecka i nieumyślne spowodowanie jego śmierci. Rodzice nie przyznali
1gTAx4. Rodzice bezsprzecznie odpowiadają za szkody wyrządzone przez małoletnie. Dziecko wybiło szybę w oknie sąsiada, popsuło telefon koledze czy też spowodowało inna szkodę na rzecz innej osoby. Za wszelkie przewinienia odpowiadają rodzice, aczkolwiek ich odpowiedzialność zależy od wieku sprawcy oraz okoliczności, w jakich doszło do wyrządzenia owej szkody. Te ostatnie mają bowiem wpływ na zasadę, na której odpowiada się za jej naprawienie. Odpowiadamy, kto odpowiada za szkody wyrządzone przez dzieci i jakie są od tego wyjątki? Odpowiedzialność za szkody wyrządzone przez dziecko Zgodnie z przepisami Kodeksu Cywilnego dziecko, które nie ukończyło jeszcze 13 roku życia nie odpowiada za wyrządzone przez siebie szkody. Dzieje się tak dlatego, że małoletni nie posiadają zdolności do czynności prawnych i nie można obarczyć ich winą. Oznacza to ni mniej ni więcej, że to właśnie rodzic lub inny ustawowy opiekun ponosi pełną winę za szkody wyrządzone przez dziecko. Ale są i wyjątki! Sytuacja dotyczy sytuacji, gdy dzieckiem opiekuje się w danym momencie inna osoba bądź też instytucja np. nauczyciela w szkole. Wówczas to oni ponoszą odpowiedzialność za niedopilnowanie malca. Należy w tym miejscu przytoczyć trochę artykułów. Zgodnie z art. 92 Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego dziecko pozostaje aż do ukończenia 18 roku życia (pełnoletności) pod władzą rodzicielską. Zgodnie z kolei z art. 95 § 1 „Władza rodzicielska obejmuje w szczególności obowiązek i prawo rodziców do wykonywania pieczy nad osobą i majątkiem dziecka oraz do wychowania dziecka, z poszanowaniem jego godności i praw”. Art. 426 Kodeksu cywilnego wyraźnie wskazuje, że „Małoletni, który nie ukończył lat trzynastu, nie ponosi odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę”. Z przepisu tego wyraźnie widać, że osobie niepełnoletniej nie można przypisać winy z uwagi na stopień rozwoju psychicznego, który nie pozwala dzieciom do lat 13 właściwie kierować swoim postępowaniem. W związku z powyższym, zgodnie z artykułem 427 „Kto z mocy ustawy lub umowy jest zobowiązany do nadzoru nad osobą, której z powodu wieku albo stanu psychicznego lub cielesnego winy poczytać nie można, ten obowiązany jest do naprawienia szkody wyrządzonej przez tę osobę, chyba że uczynił zadość obowiązkowi nadzoru albo że szkoda byłaby powstała także przy starannym wykonywaniu nadzoru. Przepis ten stosuje się również do osób wykonywających bez obowiązku ustawowego ani umownego stałą pieczę nad osobą, której z powodu wieku albo stanu psychicznego lub cielesnego winy poczytać nie można.” Tak więc, co dzieje się w sytuacji, gdy dziecko pozostaje pod nadzorem osób trzecich, np. będąc w szkole. Tutaj stosuje się nieco inne przepisy. Odpowiedzialność nauczyciela za szkody wyrządzone przez dzieci Zgodnie z art. 42 ust. 1 i 2. Karty Nauczyciela ich czas pracy nie możne przekroczyć 40 godzin tygodniowo. W ramach jednak swoich obowiązków zawodowych jest obowiązany realizować zajęcia jak i zajęcia opiekuńcze, co oznacza, że ponosi on pełną odpowiedzialność za zachowanie dziecka, gdy małoletni przebywa pod jego opieką. Odszkodowanie za szkody wyrządzone przez dziecko Należy w tym miejscu zaznaczyć, że szkody wyrządzone przez nieletnich mogą być bardzo duże. W związku z powyższym coraz popularniejsze są polisy na życie wykupywane właśnie na takie zdarzenia. Co istotne, na szczególnie wysokie koszty narażeni są opiekunowie, którzy podróżują z dzieckiem po krajach Europy Zachodniej i w USA, gdzie ludzie są świadomi możliwości dochodzenia odszkodowania od sprawców szkody, a same koszty leczenia czy też ewentualnych napraw są dużo wyższe aniżeli w Polsce. Jeżeli mają Państwo pytania, we wszystkich sprawach rodzinnych zapraszamy do kontaktu.
Autor: Czytelnik Portalu Pedagogika SpecjalnaOpublikowano: 15 czerwca 2020 roku. Dziecko na etapie edukacji przedszkolnej oraz w pierwszych latach nauki szkolnej charakteryzuje nieustająca potrzeba poruszania się, określana inaczej jako „głód ruchu”. Niestety można rzec, że ogromną niesprawiedliwością jest, iż nie każdemu dziecku taka szansa jest dana. Niektóre dzieci borykają się ze schorzeniami uniemożliwiającymi im poruszanie się w stopniu całkowitym lub niepełnym, często wiąże się to z deformacjami ciała. Za niepełnosprawność ruchową uznaje się „wszelkie zaburzenia funkcjonowania narządu ruchu człowieka, które mogą być wywołane uszkodzeniami lub zaburzeniami czynności układu nerwowego, chorobami uwarunkowanymi genetycznie, stanami pourazowymi, wadami wrodzonymi lub innymi przyczynami, których konsekwencją jest ograniczenie sprawności ruchowej”[1]. Dziecko niepełnosprawne napotyka na swej życiowej drodze mnóstwo problemów, które z reguły wymagają pomocy osób dorosłych. Jak wiadomo, wszystkie dzieci zasługują na pomoc i wskazówki od dorosłych, lecz sytuacja dzieci dotkniętych niepełnosprawnością komplikuje znacząco ich położenie. Mam tu na myśli nie tylko codzienne funkcjonowanie w obszarze domowym, lecz przede wszystkim możliwości edukacyjne dziecka. „Niepełnosprawność ruchowa może wpływać niekorzystnie na możliwości edukacyjne dzieci, ponieważ każda aktywność szkolna związana jest z poruszaniem się – nawet jeśli stopień ruchu jest minimalny, to jednak stanowi on dla dzieci z dysfunkcją narządu ruchu poważne ograniczenie”[2]. Wiadomo, że rodzaj problemów, z jakimi zmaga się dziecko z niepełnosprawnością ruchową, zależy od stopnia niepełnosprawności, lecz w większości przypadków takie dziecko potrzebuje dodatkowego oprzyrządowania, by móc się przemieszczać. Etap przedszkola to czas pojawiania się prób samodzielności dziecka, co w przypadku dzieci niepełnosprawnych nie ujawni się, gdyż wymagają pomocy bliskich osób. Rodzice bądź osoby sprawujące na co dzień opiekę nad dzieckiem niepełnosprawnym starają się we wszystkim je wyręczać. Może to niestety doprowadzić do wyuczonej bezradności dziecka i braku chęci do podjęcia inicjatywy wykonania określonego zadania. Zadanie na miarę jego możliwości, staje się dla niego niewykonalne i zaczyna przysparzać kolejnych problemów. Znacznemu obniżeniu ulega poziom motywacji wewnętrznej dziecka, gdyż zdaje się ono na innych, a siebie postrzega jedynie przez pryzmat swojej niepełnosprawności. Pojawić się może niecierpliwość, wybuchy agresji, postawy roszczeniowe wobec osób z otoczenia. Bywają niestety sytuacje, gdzie dziecko pomimo niepełnosprawności, nie może liczyć na stosowną pomoc osób z rodziny, na odpowiednią opiekę lekarską, na pomoc w edukacji, co często wynika z sytuacji związanej z zaniedbaniem dziecka przez rodziców, brakiem odpowiednich warunków środowiskowych. Wówczas nie tylko mamy do czynienia z pogłębiającymi się problemami zdrowotnymi niepełnosprawnego dziecka, lecz również z jego wyalienowaniem w społeczeństwie, niemożnością nawiązywania relacji z innymi rówieśnikami. Jednakże może się okazać, że zaistnieje również brak pomocy w instytucji przedszkola czy szkoły, co spowodowałoby dyskwalifikację dziecka już na samym początku edukacji. Dziecko z niepełnosprawnością ruchową rozpoczynające naukę w placówce, zaczyna być świadome swojej niemocy porównując się względem innych. Jest to okres postrzegania innych i siebie względem otoczenia. Koordynacja wzrokowo-ruchowa dziecka niepełnosprawnego motorycznie jest często zaburzona. Czytanie i pisanie stanowi nie lada wyzwanie. Ze względu na niepełnosprawność, dziecku ciężko jest wytrzymać w określonej pozycji, np. zauważalne jest to w czasie zajęć lekcyjnych. Umiejętność koncentracji również ulega obniżeniu. Postrzeganie bywa zniekształcone poznawczo. Dziecko napotyka na ogromne trudności spowodowane brakiem opanowania umiejętności lokomocyjno-komunikacyjnych na stosownym poziomie. W szkole mogą pojawić się kłopoty związane z pamięcią, z odwzorowywaniem sekwencji i wykonywaniem manualnych zadań, często może pojawić się problem z mową z uwagi na nieprawidłowości w rozwoju mowy wynikające z niepełnosprawności lub ze względu na lęk społeczny wobec innych osób. Brak należytej opieki, zdecydowanie obniża możliwości poznawcze dziecka, niekiedy nawet wzmaga poczucie wstydu, co może prowadzić do wyobcowania dziecka ze środowiska rówieśniczego. Kolejną barierą nie do pokonania w sposób samodzielny jest niedostosowanie „techniczne” placówki. Dzieci uczęszczające do szkół, zmagają się z brakiem możliwości samodzielnego przemieszczania się. Nie wszystkie szkoły są dostosowane do potrzeb dzieci niepełnosprawnych, nie posiadają podjazdu dla wózka inwalidzkiego, windy, odpowiednich toalet. Dzieci niepełnosprawne często są chwiejne emocjonalnie, potrzebują nie tylko wsparcia w postaci fizycznej, jakimi są sprzęty i pomoc w ubieraniu, utrzymaniu higieny, lecz ważne są dla nich okazywane im emocje, ponieważ zazwyczaj nastrój osób niepełnosprawnych bywa obniżony. Niektóre dzieci niepełnosprawne ruchowo nie potrafią właściwie okazywać emocji, lecz oczekują ciepła, uznania od innych, co jest zrozumiałe. Ważnym jest, by dziecko nie odczuwało litości ze strony innych osób, by traktować je na równi z rówieśnikami, mając na uwadze oczywiście możliwości dziecka dotkniętego niepełnosprawnością. Takie dziecko musi nauczyć się funkcjonowania w sposób, w jaki funkcjonują inni ludzie, bez postrzegania siebie jako człowieka tylko i wyłącznie niepełnosprawnego. Dzieci z niepełnosprawnością motoryczną osiągają później dojrzałość szkolną. W przypadku dzieci w wieku przedszkolnym, które są niepełnosprawne, przyjmuje się, że treści podstawy programowej zostały przyswojone przez dziecko z pomocą nauczyciela wspomagającego. Podczas edukacji szkolnej należy zorganizować dzieciom kształcenie na zasadzie indywidualizacji nauczania. Należy wziąć pod uwagę możliwości psychofizyczne dziecka i tempo przyswajania poszczególnych umiejętności. Najistotniejszym elementem jest nawiązanie komunikacji nauczyciela z uczniem niepełnosprawnym motorycznie. Wiadomym jest, że mowa dziecka ulega często zniekształceniu z uwagi na nieprawidłowości w jej rozwoju, wynikające z niepełnosprawności. Niekiedy też dziecko przejawia lęk przed nawiązaniem dialogu z osobami innymi niż członkowie najbliższej rodziny. Czynnikami zaburzającymi komunikację z dzieckiem z niepełnosprawnością ruchową, są: „słaba koncentracja uwagi, dysharmonia rozwoju, nadpobudliwość, męczliwość, bierność, niekiedy zachowania agresywne i buntownicze, niska lub zbyt wysoka (nieadekwatna) samoocena, trudności w relacjach społecznych, zaburzenia komunikacyjne, obniżenie nastroju czy występowanie lęków o własne zdrowie i przyszłość”[3]. Ważne, by dziecko czuło się traktowane na równi z rówieśnikami, pomimo obniżenia wobec niego wymagań edukacyjnych. Ocena dziecka z niepełnosprawnością ruchową powinna spełniać funkcję informacyjną, wspierającą oraz motywacyjną. Ważne, by w razie wątpliwości, nakierowana była na korzyść dla dziecka. Praca z dzieckiem niepełnosprawnym motorycznie niesie ze sobą obnażenie faktu niedostosowania wielu szkół. Dzieci niepełnosprawne wymagają specjalistycznych urządzeń typu: nakładki, stabilizatory dla głowy, stóp, pochyłe blaty z ogranicznikami, by nie spadały im przybory szkolne. W sali lekcyjnej natomiast podłoże powinno być antypoślizgowe. Niestety sytuacja „techniczna” szkół pozostawia wiele do życzenia. Praca z dzieckiem niepełnosprawnym ruchowo zobowiązuje nauczyciela do dostosowania treści edukacyjnych. „Nauczyciele i specjaliści, którzy prowadzą zajęcia edukacyjne, podejmując się pracy z dzieckiem z niepełnosprawnością ruchową są zobowiązani do opracowania indywidualnego programu edukacyjno-terapeutycznego, który uwzględnia w swojej treści podstawę programową. W programie dla ucznia z niepełnosprawnością ruchową powinny znaleźć się informacje dotyczące zakresu niezbędnych adaptacji treści, metod, form i środków. Należy również ustalić formy i rodzaje zajęć dodatkowych i nadobowiązkowych, które będą uwzględniały również cele rehabilitacyjne”[4]. Istotna jest wstępna obserwacja i diagnoza nauczyciela, która pomoże mu ocenić w jakim stopniu dziecko radzi sobie z trudnościami wynikającymi z jego niepełnosprawności i jak przyswaja poszczególne treści edukacyjne. Indywidualizacja nauczania sprzyja takiemu wykreowaniu zadań dla ucznia, by mógł podołać wyzwaniu na bazie posiadanych już umiejętności oraz by częściowo poszerzył przy tym swą wiedzę o nowe treści. Należy również pamiętać o zasadzie oszczędzania zbytecznego wysiłku dziecka, by nie poczuło się ono przeciążone nadmiarem zadań. Należy zauważać zmiany w samopoczuciu dziecka oraz moment zmęczenia nauką. Dziecko powinno mieć też możliwość ekspresji swych emocji oraz samorealizacji. Można tego dokonać przykładowo poprzez dzieła muzyczne lub plastyczne albo przy pomocy bajkoterapii. Najważniejszą zasadą jest ograniczenie skutków, jakie wyrządza niepełnosprawność ruchowa dziecku w jego codziennym funkcjonowaniu. By móc tego dokonać nauczyciel powinien: „umieć rozładować u dziecka napięcie psychoruchowe (np. poprzez ćwiczenia rozluźniające);dostosować tempo pracy uczniów do aktualnej dynamiki procesów nerwowych z uwzględnieniem mechanizmów powstawania zmęczenia i jego faz;wprowadzać ćwiczenia wzmacniające koordynację psychoruchową;prezentować zjawiska wieloaspektowo tak, by uruchomić jak najwięcej analizatorów zmysłowych;kompensować braki ucznia w zakresie emocjonalno-poznawczym i kinestetyczno-ruchowym;unikać gwałtownych zmian w aktywnościach dziecka;zapobiegać dekompensacji wszystkich wyćwiczonych już umiejętności”[5]. Adaptacja treści do możliwości psychofizycznych ucznia z niepełnosprawnością ruchową wymaga ciągłej modyfikacji warsztatu pracy. Nauczyciel musi zmieniać metody pracy i środki dydaktyczne, by wzbudzić motywację w dziecku do podjęcia działania. Odczuwane przez dziecko wsparcie ze strony nauczyciela skutkuje zwiększoną samooceną i niwelowaniem postrzegania siebie jedynie przez pryzmat osoby niepełnosprawnej. Bibliografia: [1] Podniesienie efektywności kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, MEN, Warszawa 2010, s. 98 [2] J. Rafał-Łuniewska, Dostosowanie wymagań edukacyjnych dla dzieci z niepełnosprawnością ruchową i afazją w edukacji wczesnoszkolnej, ORE Warszawa 2016 [3] Ministerstwo Edukacji Narodowej, Podniesienie efektywności kształcenia uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, Warszawa 2010, s. 103 [4] Ministerstwo Edukacji Narodowej, Podniesienie efektywności kształcenia uczniów … s. 114. [5] Tamże, s. 124-125. Autor: Anna Boczkowska – Czytelniczka Portalu
Co kryje się za ostatnim stwierdzeniem? Nic innego jak brak wolności. Młodzi ludzie chcą czuć się wolni. Wolni od ciągłego strachu, przymusu i napięć, z którymi każdego dnia spotykają się w szkole. Pragną swobody w wyrażaniu, nazywaniu i odkrywaniu rzeczywistości. Podobnie jak my! Dlaczego więc słyszę komentarze rodziców, dziadków i nauczycieli: „Wolność? Dzisiaj dzieci wchodzą swoim rodzicom na głowę, krzyczą, tupią, wymuszają i pozwala się im na wszystko. Tego samego oczekuje się od szkoły? My też mamy się na to zgadzać?”. Oto jak postrzega się coraz bardziej powszechne i świadome podejście do rodzicielstwa. Odbiera się je jako „absolutne i bezwzględne” zgadzanie się na wszystko, czego w danej chwili oczekuje młody człowiek. Niesłusznie. To, że świadomy rodzic pozwala dziecku wykrzyczeć swoją złość czy niezadowolenie, nie powinno być tożsame ze stwierdzeniem, że dziecko wchodzi dorosłemu na głowę. Wciąż żywe jest przekonanie, że dzieci mają być posłuszne i grzeczne. Posłuszne znaczy zgodne z wizją rodzica, ciche, spokojne i niewyrażające swojego zdania na lekcji. Uwaga! Reklama do czytania Jak zrozumieć małe dziecko Poradnik pomagający w codziennej opiece Twojego dziecka Szkoła niszczy geniusz Dzieci nie mogą czuć się wolne w takich warunkach. Potrzebują zrozumienia i rozmowy, a nie ciągłych oczekiwań. Dzieciom chodzi o otwartość i zrozumienie ich potrzeb. Traktowanie młodych ludzi z góry, zarówno w domu, jak i w szkole, nie wpłynie pozytywnie na ich rozwój ani nie zachęci ich do nauki. Z jednej strony chcemy, żeby dzieci dobrze się uczyły, znały kilka języków obcych i świetnie wypadały na egzaminach. Z drugiej – traktujemy je z góry, lekceważąc to, co dla nich jest naprawdę ważne – zrozumienie. Oczywiście zmuszając dziecko do nauki, do zdobywania lepszych ocen i zaliczenia testów na piątki, częściowo osiągniemy swój cel. Ale kiedy motywacją dziecka jest strach, w przyszłości nie wyrośnie ono na szczęśliwego i zdrowego dorosłego. By dziecko osiągnęło w przyszłości sukces, wystarczy zaakceptować je takim, jakie jest, oraz być otwartym na jego naturalną umiejętność uczenia się i autonomiczny rozwój osobowości. Dlaczego? Ponieważ z biologicznego punktu widzenia dzieci są w stanie samodzielnie odkrywać i odtwarzać świat na poziomie dużo wyższym, niż może się nam wydawać. Zostało to udowodnione naukowo. W 2008 roku Ken Robinson wygłosił w Londynie, w Royal Society for the Encouragement of Arts, Manufacture and Commerce niezwykle ciekawy wykład. Opowiadał o wynikach badań nad tzw. rozbieżnym myśleniem, będącym nieodłącznym elementem kreatywności. Analizowany fenomen oznaczał umiejętność dostrzegania różnych możliwych odpowiedzi na dane pytanie oraz interpretacji zjawisk, a nie myślenie linearne czy zbieżne. Wyniki badań sugerują, że 98% dzieci w wieku od 3 do 5 lat posiada naturalną zdolność do kreatywnego myślenia na poziomie geniuszu, jednak po ukończeniu szkoły tylko 2% osiąga ten wynik. Badania przeprowadzono na 1500 osobach. Kiedy ktoś osiągał wynik powyżej pewnego ustalonego poziomu w danym zakresie, uznawano go za geniusza. Tabela ilustruje, jaki procent badanych osiągnęło poziom geniuszu. Wyniki zupełnie mnie nie dziwią, ponieważ dzieci w szkołach uczone są, jak dobrze napisać egzamin. Jak rozwiązać test z angielskiego, w którym bazuje się na odpowiedziach wielokrotnego wyboru. Jak zinterpretować wiersz, żeby pani od polskiego była zadowolona. I tego, że chmury trzeba kolorować na niebiesko, a trawa jest zawsze zielona. Wyobraźnia młodych ludzi wykracza poza standardowe, skostniałe modele postrzegania i interpretowania. Już od lat 90. XX wieku mówi się o istocie i różnych aspektach tzw. washback, czyli efektu zwrotnego. Washback to nic innego jak wpływ testowania na proces nauczania i uczenia się. Ten wpływ nie jest pozytywny. Uczymy pod testy i egzaminy. Przekazujemy wiedzę zwykle bezużyteczną w dorosłym życiu, kreując przy tym jednostki pozbawione twórczego myślenia. To ogromny problem współczesnej edukacji – zamiłowanie do testowania z umiejętności dokonywania „właściwych” wyborów. Szkoły uczą szablonowego sposobu myślenia, zabijając dziecięcy talent. Odbierają wolność przy podejmowaniu decyzji i wykorzystują strach jako najważniejsze narzędzie motywacyjne. Uwaga! Reklama do czytania Jak zrozumieć małe dziecko Poradnik pomagający w codziennej opiece Twojego dziecka Nauka przez zabawę Młodzi ludzie nie lubią szkoły, bo już po kilku dniach spędzonych w niej intuicyjnie czują, że to nie jest dla nich właściwe miejsce. Że coś jest im odbierane. Nie zawsze potrafią to nazwać, posługują się zatem własnym językiem, wskazując na „niemiłą panią od historii”, albo „surowego matematyka”. Czują, że ich naturalne pragnienie uczenia się przez doświadczanie zostaje, wbrew ich woli, przesunięte na drugi plan. Współczesna neurobiologia jasno pokazuje, że nie ma lepszych narzędzi do poznawania niż uczenie się przez zabawę. Wszyscy przyszliśmy na świat wyposażeni w tę cechę. To nasze podstawowe narzędzie, coś, co przynosi satysfakcję i naturalnie motywuje do działania. Znany pedagog i badacz Arno Stern mówi: „Dzieci nie znają pojęcia uczyć się. Dziecko poznaje i doświadcza, ale to tylko efekt uboczny zabawy”. „Dla dziecka zabawa jest pracą, dobrem, obowiązkiem, ideałem życia. Zabawa to jedyna atmosfera, w której dziecko może psychicznie oddychać, a zatem działać”, mawiał szwajcarski psycholog Edouard Claparede. Wykorzystajmy to i pozwólmy uczyć się przez działanie. Zapomnijmy o testach, egzaminach i ocenach. One nie są najważniejsze, a odbierają chęć do poznawania świata. Mogą więc spokojnie zostać przesunięte na drugi plan. Wykorzystajmy w praktyce wiedzę i nowe odkrycia. Przez dziesiątki lat uważano, że nasz mózg jest zaprogramowany genetycznie. Ludzie wierzyli, że geny mają jedyny wpływ na to, jak bardzo „mądrymi i inteligentnymi” ludźmi jesteśmy. Neurobiolodzy odkryli jednak, że mózg można ćwiczyć jak mięsień, że można rozwijać go w konkretny sposób niezależnie od genów, ale działa to tylko wtedy, kiedy czynnościom, które wykonujemy, towarzyszy entuzjazm, radość z tworzenia i bycia tu i teraz. W trakcie wykonywania czynności, które odwołują się do naszych doświadczeń i ciekawości poznawczej oraz sprawiają nam przyjemność, w mózgu tworzą się połączenia między neuronami umożliwiające efektywny proces uczenia się. Mechanizm zupełnie odwrotny zachodzi w sytuacji, w której dziecko nie ma poczucia bezpieczeństwa i jest zmuszane do opanowania materiału, który w dodatku w żaden sposób nie odnosi się do jego zainteresowań czy przeżyć. Na budowę mózgu oraz kształt jego połączeń bardzo duży wpływ mają właśnie doświadczenia. Wszystko, co dziecko widzi, słyszy, wącha, czego smakuje i doświadcza na własnej skórze, wpływa na efektywność budowania nowych połączeń w mózgu. Dziecko (ale i dorosły) jest zatem aktywnym uczestnikiem kreowania własnego umysłu. To kluczowe pojęcia tysiąclecia. Jesteśmy twórcami własnych umysłów i geniuszami w stanie entuzjazmu. Tak niewiele trzeba, by wspierać talent każdego dziecka. Jego umiejętność poznawania, tworzenia i wyciągania wniosków. Wystarczy mu zaufać, pozwolić uczyć się przez doświadczanie zjawisk, bez przymusu, ograniczeń czasowych, bez kontrolowania i ciągłej rywalizacji (tak bardzo powszechnych w naszej edukacji). Z pełną akceptacją potrzeb i predyspozycji. A my? Co robimy jako społeczeństwo? Jako rodzice? Nauczyciele? Znamy wyniki badań, świadczące o tym, że człowiek w chwili narodzin ma wszystko, czego mu potrzeba. Że dzieci są geniuszami i posiadają największą moc – moc wyobraźni. Wiemy, że człowiek uczy się najszybciej i najbardziej efektywnie, kiedy sprawia mu to przyjemność, a mimo to działamy zupełnie na odwrót, odbierając młodym ludziom możliwość rozwijania talentów w domu i w szkole oraz używając strachu jako głównego motywatora. Koncentrujemy się na ocenach, programach nauczania, testach i egzaminach, a nie dostrzegamy, że nasze dzieci nie są na co dzień wolne i nie czują się szczęśliwe. Są przemęczone, niekiedy przygnębione i pełne lęku. Nie zauważamy, że bóle brzucha, ciągłe infekcje albo złość czy irytacja w sytuacjach na pozór zwyczajnych spowodowane są nieumiejętnością radzenia sobie z własnymi emocjami, ze stresem i strachem. Obawy przed złą oceną, przed niezadowolonym rodzicem, przed krzyczącym nauczycielem czy przed uwagą, wpisaną do dziennika nie mają pozytywnego wpływu na rozwój naszych pociech. Sądzimy, że dzieci bez dobrych ocen i dobrej szkoły nie są w stanie osiągnąć niczego w dorosłym życiu, a nie postrzegamy ich zdrowia psychicznego jako najważniejszego celu i największego osiągnięcia. Czy dostrzegacie korelację między dobrze uczącym się dzieckiem a szczęśliwym i spełnionym dorosłym? Albo związek między zdaniem egzaminów na piątki i ukończeniem studiów z najwyższą średnią a materialnym dobrobytem? Patrząc na znanych ludzi tego świata, jak np. Bill Gates, Paul Allen, Michael Dell czy Steve Jobs, wydaje się, że może być wprost przeciwnie. Nigdy nie skończyli studiów, nie otrzymali dyplomu z wyróżnieniem, a raczej dobrze radzili lub radzą sobie w wymiarze zawodowym, będąc jednymi z najbogatszych ludzi na świecie. Czy istnieją badania, które potwierdzają, że solidna praca i płaca są w pełni zależne od tego, czy było się trójkowym czy piątkowym uczniem? Albo to, że posłuszne i grzeczne dziecko w szkole to zdrowy i szczęśliwy dorosły? Co tak naprawdę liczy się dla nas jako dorosłych w naszym dzisiejszym życiu: dobre oceny z czasów podstawówki czy szkoły średniej czy umiejętność radzenia sobie ze swoimi emocjami, samoświadomość i dobrze rozwinięta motywacja wewnętrzna, pozwalająca na osiąganie wyznaczonych celów? Coraz bardziej świadomie mówi się dzisiaj o zmianach, które należy lub warto byłoby wprowadzić w polskich szkołach, by stały się naprawdę przyjazne nauczającym i uczącym się. Powstają nowe teorie, modele i metody pracy. Coraz częściej podkreśla się rolę nauczyciela, sprowadzając go do rangi mentora i promotora. Coraz więcej jest szkoleń, konferencji i eventów wspierających szkolnych przewodników w ich współpracy z młodymi ludźmi. Wszystko to na rzecz poprawy edukacji. Pamiętajmy jednak, że zanim zmiany wejdą w życie, minie wiele lat. Jako rodzice możemy już dziś zadbać o to, by nasze dzieci dobrze radziły sobie w przyszłości. I mimo że czasem jest ciężko, bo dużo pracujemy, a mało zarabiamy, bo w małżeństwie nie układa się tak, jakbyśmy tego chcieli, pamiętajmy, że nic nie trwa wiecznie, a miłość do siebie i swojego dziecka niezależnie od jego ocen oraz akceptacji siebie i swojej pociechy to kwestie uniwersalne. To właśnie one mają znaczący wpływ na zdrowie i szczęśliwą dorosłość naszych dzieci. Świetnie podsumowuje to psycholog Agnieszka Stein: „(…) dziecko, które ma trudności w nauce, potrzebuje pomocy i wsparcia, a nie więcej presji i wymagań. Potrzebuje, żeby dorośli rozumieli, skąd się biorą jego trudności i wytrwale sięgali głębiej niż popularne – niestety – nadal: zdolny, ale leniwy”. Jak my rodzice i nauczyciele możemy wspierać dzieci w ich drodze ku dorosłości? Nauczmy młodych ludzi, jak radzić sobie ze złością, smutkiem i stresem. Rozmawiajmy o strachu, lęku o problemach. Bądźmy otwarci i czujni na ich troski. Zdrowie psychiczne naszych dzieci jest dużo ważniejsze od ich osiągnięć i ocen w szkole. Jak pomóc dziecku odnaleźć się w szkolnej rzeczywistości? Rozmawiać, nie oceniać, a kiedy można (a można naprawdę często), po prostu odpuszczać. Czy dorośli lubią, kiedy ogranicza się ich wolność? Co wtedy czują? Jakie emocje wywołuje w nich ciągłe ograniczanie, ciągła kontrola? A gdyby do tego dorzucić jeszcze kwestię wykonywania zadań służbowych w domu, na przykład wieczorem, tuż po pracy? Spójrzmy na dzieci z własnej perspektywy i spróbujmy zrozumieć to, w jakiej sytuacji się znajdują, jak dużo się od nich wymaga. Zanim zdenerwujemy się na kolejną dwóję w dzienniku, spróbujmy dowiedzieć się, dlaczego się w nim znalazła. Dzieci są kompletnymi istotami. Nie trzeba ich „dopełniać”, nie brakuje im kompetencji, więc nie wszystko musi być pod kontrolą. Wspierajmy młodych ludzi, a „niemiła pani od historii” czy „jedynka z polskiego” nabiorą innego znaczenia. Oczywiście stosuję uogólnienia. Nie wszystkie dzieci negatywnie odnoszą się do szkoły, nie wszyscy nauczyciele złoszczą się na swoich uczniów i nie wszyscy traktują swoją pracę jako zło konieczne. Wbrew powszechnym opiniom coraz częściej spotyka się dzisiaj ludzi z pasją, kochających siebie, swoich uczniów i swoją pracę. Dziękujemy im za to, że są i stają się inspiracją dla pozostałych. Czerpmy od nich jak najwięcej i starajmy się odnaleźć się w niełatwej dla wszystkich rzeczywistości edukacyjnej. Pomóżmy sobie nawzajem stworzyć nową, świadomą przestrzeń rozwoju dla młodych ludzi.